Zaznacz stronę

Dlaczego tak wiele zależy od Twojej reakcji?

W dzisiejszych czasach człowiek ma tendencję do szukania winy we wszystkim (w innych, w otoczeniu, w sytuacji, w tzw. zbiegu okoliczności), tylko nie w sobie. Zauważyłaś, prawda? „Bo on mnie sprowokował.” „Bo ja zawsze mam pecha.” „Bo wszyscy się na mnie uwzięli.” „Bo ona się na mnie gapi.” Itp., itd. Króluje podejście „cokolwiek ja robię, to inni są winni”. Zgoda, nie zawsze masz wpływ na to, co Cię spotyka. Ale wiele zależy od Ciebie i Twojej reakcji. Ponieważ dla rozwoju danej sytuacji duże znaczenie ma sposób, w jaki na nią zareagujesz. Czy na agresję będziesz odpowiadać agresją? Na chamstwo – chamstwem? Czy trudną sytuację wyolbrzymisz do rozmiarów tragedii?

 

Oprócz tego, że swoją reakcją kreujesz dalszy rozwój sprawy, dzięki niej możesz samą siebie wewnętrznie oczyścić albo też zatruć.

Rozważmy przykład obserwowania. Ludzie patrzą, gdy spotykają coś lub kogoś odbiegającego od ich normy wyobrażeń. Zwraca uwagę coś, co wydaje się dziwne. Ale coś wyjątkowo pięknego również przyciąga wzrok. Może to dotyczyć stroju, fryzury, wzrostu, wagi, figury, makijażu, niepełnosprawności. Tak naprawdę wszystkiego. I w pierwotnym odruchu spojrzenia nie ma nic złego. Jednak patrzeć można na różne sposoby. Z zaciekawieniem. Z zachwytem. Ze współczuciem. Z pogardą.

Lubię spojrzenia małych dzieci. Są bardzo szczere, odważne, chłonące nieznany widok. A co z pozostałymi rodzajami spojrzeń tzw. ludzi dojrzałych? Dwa pierwsze, o których wspomniałam, raczej nie stanowią problemu. Pozostałe mogą być krzywdzące. Jednak to zależy tylko od tego, w jaki sposób będziesz je postrzegać i jak na nie reagować.

 

Kiedyś denerwowały mnie „przykre spojrzenia”, które otrzymywałam w miejscach publicznych.

Jako małą dziewczynkę wręcz dołowały. Dzisiaj mam do tego inne podejście. Co prawda w skrajnych przypadkach przemyka mi przez głowę myśl o pokazaniu języka (zdziwienie odbiorcy byłoby z pewnością zabawnym widokiem). Jednak wiem, że nie przyniosłoby mi to ulgi. Po prostu patrzę obserwującemu prosto w oczy i życzliwie się uśmiecham. Osoba, która patrzy „automatycznie” zazwyczaj odwzajemnia uśmiech. U kogoś, kto robi to świadomie mój uśmiech wywołuje zdumienie i zmieszanie. Swoją reakcją komunikuję mu, że nie mam kłopotu z tym, że go dziwię. A jego zaskoczenie jest jego problemem. Nie uciekam. Ostentacyjnie się nie odwracam. Nie komentuję nieuprzejmie. Nie obrażam. W ten sposób jeszcze bardziej „zagęściłabym” atmosferę. Zafundowałabym sobie oraz tej osobie niesmak na dłużej. Bez istotnego powodu. Odkąd ugruntowałam w sobie takie przekonanie, zauważyłam, że zaskakując uśmiechem czy spokojem, można znacznie więcej przekazać. Nawet bez słów.

Sprawdza się to w przypadku konfliktu w pracy, jak i z bliską osobą. W sytuacji, kiedy ktoś zastawi Ci samochód na parkingu. Gdy ktoś wyleje na Ciebie kawę. Albo zacznie komentować „nieodpowiedni” kolor szminki. Swoją reakcją powodujesz kolejne reakcje. Pozytywne lub nie. Na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Tylko od Ciebie zależy, czy bezmyślnie dasz się wciągnąć w ten kołowrotek i czy sobie tym sposobem zaszkodzisz.

 

Jestem zwolenniczką naturalnych reakcji.

To znaczy takich, które wypływają głęboko z Ciebie. Jeśli chcesz pokazać język, zrób to. Jeśli masz ochotę odpysknąć, również to zrób. Ale tylko wtedy, gdy naprawdę właśnie tego chcesz. Kiedy zaczniesz panować nad gwałtownymi reakcjami (które są elementem Twojego systemu obronnego), będziesz potrafiła bez trudu rozpoznać reakcję, która jest naprawdę Twoja. I będziesz się z nią dobrze czuła.

Nabierając zdrowego dystansu do siebie, innych i wszystkiego, co jest Twoim doświadczeniem, zyskujesz wewnętrzną siłę i harmonię. Zyskujesz zaufanie do siebie. Twoje reakcje stają się inne niż dotychczas. A ponieważ są to naprawdę i głęboko Twoje reakcje, chronią Cię bardziej od tych automatycznych i wybuchowych. Pamiętaj, że nic nie może Cię skrzywdzić, jeśli sama na to nie pozwolisz.