Moja długa droga do szczęścia

Znasz to uczucie, kiedy marzenie, o które długo walczyłaś w końcu się spełnia? W dodatku znienacka! Czy od razu jest radość? Czy zaskoczenie? A może pojawia się strach? Jak realizacja takiego marzenia może wpłynąć na nasze życie? Marta z bloga Marheri Crafts podzieliła się z nami inspirującą historią swojego marzenia o macierzyństwie.

Pewien majowy dzień zmienił wszystko w moim życiu. Tamtego poranka szykowałam się do podróży
w kierunku Poznania. Czekał mnie wieczór w babskim towarzystwie, przy smacznym jedzeniu i świętowaniu wieczoru panieńskiego pewnej pięknej i bliskiej mi osoby. Przyjęcia mają to do siebie, że są zakrapiane napojami wyskokowymi, więc dla pewności, że wieczorem mogę zaszaleć i oddać się przyjemności konsumowania lampki wina – jednej czy też pięciu, zrobiłam test ciążowy. Właściwie to nie spodziewałam się całkowicie niczego, bo moje serce było złamane długimi staraniami, obumarłe od żalu i obolałe od diagnozy lekarzy. Dlatego, gdy w bieganinie pakowania i szykowania się do podróży, ujrzałam pozytywny wynik, czyli całe dwie pełne i grube kreski, ugięły się pode mną nogi… Pojawiła się w moim sercu mieszanina ulgi i strachu, poleciały łzy smutku i szczęścia. Pomimo długich miesięcy, a właściwie lat wyczekiwania, byłam tak bardzo nieprzygotowana na tą chwilę…

*****

Wierzę, że warto mieć marzenia, które mogą być małe i duże. I zwykle nie spełniają się, ot tak. Tylko są wyczekane. A czasem trzeba im pomóc. Przecież w tym cała ich magia. One się nie starzeją i nikt nigdy nie jest za stary, aby je posiadać. Zresztą, człowiek bez nich jest jak drzewo bez kory. I właśnie możliwość ich spełniania sprawia, że życie jest tak bardzo fascynujące! Ale są też takie marzenia, na które nie mamy wpływu… Których spełnienie nie jest zależne od nas… I tak było właśnie z moim macierzyństwem.

Tak szczerze mówiąc, to ja jakoś nigdy nie przepadałam za dziećmi. Totalnie nie wyobrażałam sobie, że zostanę kiedyś mamą. Mając 19 lat usłyszałam po raz pierwszy od lekarza, że w przyszłości mogą pojawić się problemy z zajściem w ciążę, ale jakoś nie brałam sobie wtedy tego do głowy. Mijał studencki czas, potem był ślub i zawodowa praca. I choć nadal nie czułam wielkiego parcia, to zapaliła się żarówka w mojej głowie, że może jednak lepiej nie zwlekać i pójść, jak to się mówi – „na żywioł”. Mijały kolejne miesiące, a ciąży nie było. W międzyczasie pogorszyło się moje samopoczucie i stan zdrowia. A potem były badania, wyniki i diagnoza lekarza: choroba Hashimoto. Sama w sobie nie oznacza, że nie można zajść w ciążę, ale przy moich poprzednich problemach ze zdrowiem (przepraszam, ale nie chcę podawać dokładnych szczegółów), mocno ograniczała nasze szanse na zostanie rodzicami… Po kolejnych miesiącach leczenia, hormonów i prób, usłyszeliśmy wspólnie, że naszą ostatnią szansą jest metoda in-vitro. Lekarz podał numer do kliniki, wszelkie inne dane. Z drżeniem głosu, zadzwoniłam i umówiłam się tam na pierwszą wizytę.

Byłam wtedy tak bardzo zmęczona… Z każdym kolejnym miesiącem wyczekiwania, moja miłość do przyszłego dziecka rosła coraz bardziej. Choć kilka lat wcześniej nie chciałam być mamą, tak gonitwa i walka z chorobą, doprowadziła mnie do stanu pełnego bólu. Widok każdej ciężarnej i młodej mamy z wózkiem na ulicy, przyprawiał mnie o bolesny skurcz w brzuchu. I przyszedł nagle taki dzień, że powiedziałam sobie „dość”! Zrozumiałam, że nie mogę tak dłużej żyć. Zadzwoniłam do kliniki – odwołałam wizytę. Byliśmy jeszcze młodzi, mamy czas pomyślałam. Pośród wielu lekarzy, tylko jeden dał nam nadzieję i przepisał odpowiednie hormony i leki oraz zalecił relaks. Nie minęły 2 miesiące, a już wiedziałam, że zostanę mamą… Stał się cud!

Dziękuję sobie dziś, że nie zwlekałam ze staraniami. Nie czekałam, aż wspólnie z mężem zbudujemy dom, zwiedzimy świat i nacieszymy się wolnością. Bo z każdym rokiem zwłoki, moje macierzyńskie marzenia byłyby coraz bardziej nierealne! I choć nasza sytuacja życiowa nie jest ułożona, nie mamy jeszcze swojego miejsca do życia, to jest z nami nasz syn. To dosłownie chodzący promyk szczęścia i jestem tak bardzo dumna i szczęśliwa z bycia jego mamą! Mam nadzieję, że takich promyków będzie w przyszłości jeszcze więcej… Ale cóż, czasem na pewne sprawy nie mamy wpływu. Zdarza się po prostu, że na marzenia trzeba dłużej poczekać. To wyczekiwanie nauczyło mnie dużej pokory i cierpliwości. Dzięki tej historii doceniam dosłownie każdą najdrobniejszą chwilę! Od kiedy jestem mamą – należę do grona osób zachłyśniętych, zauroczonych i zakochanych w życiu! Cieszę się każdą chwilą, nie martwię się na zapas, marzę i kocham, szukam rozwiązań, a nie problemów. Brzmi banalnie? Wiem, że nie jestem jedyna, ani wyjątkowa w moim podejściu do życia, ale martwi mnie właśnie to, że jest nas tak mało…

Znalazłam się w grupie „tych, którym się udało”. Inni nie mają tyle szczęścia. Nie mam na to wpływu i jedyne co mogę zrobić to być wdzięczną za to, co mam! Mogę być szczęśliwa i starać się każdego dnia być dobrą mamą, choć idealna na pewno nie jestem. Cokolwiek przyniesie przyszłość, jakakolwiek ona nie będzie, to każdego dnia po prostu dziękuję i cieszę się z tych drobnych, macierzyńskich chwil. Tyle lub aż tyle mogę zrobić…

A jakie jest Twoje najbardziej  wyczekane, spełnione marzenie? Jeśli chcesz podziel się w komentarzu poniżej.

 Autorką wpisu jest Marta Zakrzewska. Jak sama mówi o sobie: ” Całkiem zwyczajna ze mnie dziewczyna. Jestem niepoprawną marzycielką, materiałowym inżynierem, wyrozumiałą żoną i szczęśliwą mamą.”. Prowadzi bloga Marheri Crafts, pełnego opowieści z brzoskwiniowego domu: o codzienności mieszkańców i odkrywaniu uroków macierzyństwa. To również  miejsce pełne pomysłów i inspiracji na proste oraz praktyczne urządzanie wnętrz oraz wiedza o domowym majsterkowaniu.

Przeczytaj również

Publikacje

2017-09-22 22:22:39
pompka

8

32 cytaty na 32 urodziny

2017-07-31 06:21:53
pompka

8


19 thoughts on “Moja długa droga do szczęścia

  1. Wielki szacun,
    dla twojej determinacji mimo wszystko i wytrwałości. Ja obecnie jestem w 23 tc i mam hashi – to moja druga ciąża i jak dowiedziałam się, że tym razem moja tarczyca odmówiła posłuszeństwa to też wiedziałam, że nie ma na co czekać. Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 25 lat i jestem chyba najmłodszą mamą w rodzinie (!). Romana nie planowaliśmy tak do końca – samo wyszło i dziękuję za to losowi. Sama bym się nie zdecydowała tak szybko. Trzymam kciuki za dalsze starania 🙂

    1. Tak! Ogromny szacun i gratulacje dla Marty, która napisała ten piękny tekst w poście gościnnym. Jej historia dodaje otuchy i tchnie nadzieją 🙂

  2. To bardzo niesprawiedliwe, że często ludzie, którzy pragną mieć dziecko i dać mu wszystko, mają problemy z zajściem w ciążę, a ludziom, którzy wcale nie chcą dzieci po prostu one się ‚zdarzają’. Dlatego ogromnie gratuluję wszystkim, którzy walczą i osiągają swoje upragnione szczęście! 🙂

    1. Szukając sprawiedliwości, prawie nigdzie jej nie znajdziemy, bo takie są reguły życia – nie o sprawiedliwość w nim chodzi. Przyłączam się do gratulacji 🙂

  3. Jak dobrze, że ta historia skończyła się Happy Endem. I podziwiam bardzo, że zrobiłaś test ciążowy przed wieczorem panieńskim, mimo, iż byłaś prawie pewna, że nie jesteś w ciąży (a jednak!) . 🙂 Super, że urodził się Wam wspaniały synek, że jesteś szczęśliwie i pozytywnie nastawiona do świata. Najważniejsze, że wszystko ułożyło się tak jak chcieliście! Pozdrawiam!:)

  4. Moment spełnienia marzenia jest z jednej strony czymś niezwykłym (euforia, te sprawy).
    Ale paradoksalnie – często wtedy wytwarza się w człowieku dziwna… pustka.
    Ciekawe dlaczego?

    1. Dążenie do jakiegoś celu marzenia wypełnia pewien okres życia, a kiedy marzenie się spełni – to, co zajmowało tyle czasu, znika. Może wtedy warto sięgnąć po kolejne marzenie? 🙂

    1. Ta droga, to etap naszego życia, który musimy przejść od początku do końca – ze wszystkim, co napotkamy w trakcie…

  5. Bardzo motywująca historia, dziecko to Cud nad Cudami. Kto nie posiada ten nie zrozumie. Gratuluję że udało się, że jest jej dane być Matką, bo nie każda dostąpi Tego zaszczytu….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *