Zaznacz stronę

Pod nazwiskiem czy pseudonimem – jak publikować

Pseudonim jest jak tatuaż – robi się go z początku bez namysłu, a potem nosi przez całe życie.

Pitigrilli

 

Wiele nazwisk znanych pisarzy jest w rzeczywistości pseudonimami. Na przykład George Orwell naprawdę nazywał się Eric Arthur Blair, Mark Twain był pseudonimem Samuela L. Clemensa, a Jan Brzechwa to faktycznie Jan Wiktor Lesmian. Gdybym miała wymieniać dalej, lista byłaby długa.

Na publikację pod pseudonimem autorzy decydują się z różnych powodów. Jedni posiadają skomplikowane nazwisko i zastępują je takim, które lekko brzmi. Drudzy, słynąc z pewnego gatunku twórczości, pod pseudonimem chcą swobodnie sprawdzić się w pisaniu czegoś zupełnie innego. Niektórzy autorzy wydają pod zagranicznymi nazwiskami, uznając, że w naszym kraju te są bardziej poczytne od polskich. Debiutanci z kolei czasami chcą “sprawdzić grunt”, obawiając się odbioru czytelników i ewentualnej krytyki. Są też tacy autorzy, którzy pisanie traktują jako hobby, a w życiu codziennym zajmują się inną dziedziną, więc pseudonim pomaga im zachować prywatność. Tak więc przyczyn, dla których autorzy decydują się schować pod pseudonimem może być wiele. Co więcej, mogą zaliczać się do kategorii ogólnych lub osobistych. Decyzja w każdym przypadku podejmowana jest indywidualnie, dlatego skupię się na tym, dlaczego ja osobiście nie publikuje pod pseudonimem.

Zacznę od tego, że fakt, iż pseudonim nie znajduje się w moim codziennym użytku, nie oznacza, że go nie posiadam. Jest nim od lat to samo słowo, jednakże korzystam z niego tylko tam, gdzie to konieczne, np. sporadycznie podczas konkursów literackich. Dla osób, które go jeszcze nie znają, zdradzę, że brzmi on Mirime – wyraz zaczerpnięty z języka elfów, który znaczy “wolna”, bo właśnie taka jest moja twórczość i tak się w niej czuję.

A teraz już przejdźmy do głównych przyczyn mojego niepisania pod pseudonimem.

 

1. Uczucie niedosytu

Kiedy próbowałam częściej używać pseudonimu, nie odnajdywałam się w tym, czułam niedosyt, za mało siebie we mnie. Nie dlatego, że niewystarczająco określa mnie czy moją twórczość, bo robi to świetnie, lecz powód był taki, że czułam się ukryta, a nie o to mi chodzi w tym, co robię.

 

2. Chęć wzięcia odpowiedzialności za swoją twórczość 

Chcę brać i biorę odpowiedzialność z swoją twórczość. Wiem, że każde moje słowo, każde zdanie będzie przypisane do mnie. Wiem, że tytuły tekstów oraz książek będą kojarzone ze mną. Wiem, że pochwała i krytyka będą powiązane z moim nazwiskiem. Czuję się z tym dobrze. Mam świadomość, że każda ocena jest subiektywna i wiem, że nie jestem w stanie dogodzić wszystkim, choćbym się bardzo starała. Poza tym uważam, że każdy autor ma prawo do rozwoju, do lepszego, ale czasem też gorszego tekstu, bo w życiu wszystko to sinusoida i nierealnym jest, by cokolwiek przez cały czas trwało na jednym poziomie. Naturalnie, pięknie by było, gdyby każdy kolejny napisany tekst był tylko lepszy i lepszy, lecz wywieranie na sobie coraz większej presji (posługując się nazwiskiem czy znanym już pseudonimem) zapewne w końcu doprowadziłoby do tego, że przestałabym pisać,  a na pewno publikować. Natomiast uważam, że najpiękniejszą i jednocześnie najbardziej uwalniającą cechą pracy autora jest ta, że jego najlepsze dzieło zawsze może być przed nim.

 

3. Kontakt z czytelnikami

Uwielbiam mieć kontakt z czytelnikami. Uwielbiam, gdy piszą do mnie po imieniu, opowiadają o sobie, otwierają się, odnosząc się do moich tekstów, a niejednokrotnie również do mojej osobistej historii. To nie byłoby możliwe, gdybym schowała się pod pseudonimem, próbując zachować prywatność tylko i wyłącznie dla siebie. Czytelnik chętniej nawiązuje kontakt, gdy autor jest dla niego rzeczywistą osobą, gdy może go poznać, gdy może dowiedzieć się czegoś o jego życiu i twórczej pracy – nawet “od kuchni”. Bardzo sobie cenię spotkania z czytelnikami podczas wieczorów poetyckich, kiedy możemy połączyć się nie tylko za pomocą moich wierszy, ale również spotkać się twarzą w twarz. Za każdym razem jest to dla mnie niesamowite doświadczenie.

 

4. Autentyczność niesionego przesłania

W moich tekstach dużą rolę odgrywa przesłanie. Posiadam głębokie wewnętrzne przekonanie, że przesłanie jest najważniejsze. W pewnym sensie nawet ważniejsze od całej treści, bo przecież tak naprawdę treść ma za zadanie prowadzić czytelnika do przesłania. Z kolei moje pointy najczęściej wiążą się z tym, czego nauczyło mnie życie i do czego mnie zainspirowało. Dziele się tym często w swoich tekstach, aby być może innych również zainspirować. Jednak pisanie na ten temat nie mogłoby się sprawdzić, gdybym siebie nie odsłoniła. Ujawniając swoją historię, czuję się bardziej prawdziwa i szczera w tym, co robię oraz w przesłaniu, które niosę.

 

5. Potrzeba łączenia tego, co tworzę z tym, kim jestem 

Ścieżka pisania pokazała mi, że twórczość to intymna relacja z samym sobą, a następnie z jej odbiorcami. To nauka pokory wobec żywiołu swojego Wewnętrznego Autora. To spotkanie z własnymi lękami i słabościami. To bycie obserwatorem i dzielenie się tym, co się zauważyło. To zgoda na nieocenianie. To zgoda na odsłanianie. Gdy zrozumiałam, że pisanie mi już nie minie, przestałam odczuwać potrzebę separowania tego, co tworzę od tego, kim jestem. Postanowiłam na dobre połączyć te części w całość.

 

6. Sympatia do swojego nazwiska 

Nie mam nic do swojego imienia i nazwiska. Niejednokrotnie je przekręcano (byłam już np. Kandzią, Kendzią i Kędziorą), ale to mnie nie zraża. Lubię, gdy jest tak, jak jest.

 

7. Brak wyraźnej potrzeby 

Przyczyny, które opisalam powyżej można ująć w jednym zdaniu, nazywając je głównym ogólnym powodem. Jak ono by brzmiało? Nie piszę pod pseudonimem, ponieważ dotąd nie czułam takiej potrzeby.

 

Jak wspominałam, jedną z przyczyn pisania pod pseudonimem, zwłaszcza na początku pisarskiej ścieżki, może być obawa przed oceną. O tym, jak sobie z nią poradzić przeczytasz TUTAJ 

 

Korzystanie lub nie z pseudonimu jest bardzo indywidualną kwestią. W podejmowaniu decyzji najważniejsze jest to, by kierować się własną intuicją, potrzebami i głosem swojego Wewnętrznego Autora, żeby być w zgodzie z samym sobą i swoimi wartościami. Warto również pamiętać, że dana droga może być właściwa w określonym momencie i zawsze istnieje szansa, aby ją zmienić – z nazwiska przejść na pseudonim lub zrezygnować z pseudonimu i zacząć używać prawdziwego nazwiska. Można także stosować kilka pseudonimów. Minusem takiej zmiany może być utrata fanów, których zyskaliśmy, pisząc pod konkretną nazwą, jednak niektórzy autorzy pragną się sprawdzić właśnie w pewnym sensie zaczynając od nowa. Warto więc pozostawić sobie prawo wyboru na każdym etapie twórczości.

 

A Ty jak publikujesz? Pod nazwiskiem czy pseudonimem?